0

Kopidoł i Kwiaciareczka

Posted by Kazimierz Szymeczko on 23 marca 2016 in Galerie, Książki |

DSC02026
Kazimierz Szymeczko
Kopidoł i Kwiaciareczka
Okładka: Elżbieta Chojna
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2013
Ilość stron: 224
Oprawa twarda
ISBN: 9788376722207
Kategoria wiekowa: 14+

Jesienią roku 2011 podjąłem pracę w ośrodku Caritas w mojej dzielnicy. Wpłynęło to na przerobienie, a właściwie całkowitą zmianę, wcześniejszego pomysłu. Pierwotnie bohaterem miał być chłopak – samotnik. W Efekcie (poznawania nowego środowiska) bohaterami zostali Wiktor „Kopidoł” – syn właściciela zakładu pogrzebowego; Małgosia „Kwiaciareczka” –  dziewczyna o wielu zainteresowaniach (rodzice prowadzą stragan warzywno – owocowy na targowisku); Arturek „Turek” – młody mężczyzna opóźniony intelektualnie. Taki dobroduszny pomocnik, który kiedyś był dla Małgosi jak starszy brat, a teraz Kwiaciareczka czuje się jego starszą siostrą. Poznałem takich „Turków” w nowym miejscu pracy. A do tego galeria postaci drugoplanowych, z których jestem zadowolony. Niektóre z nich mają za pierwowzór osoby poznane, zaobserwowane, zasłyszane i poddanych fabularyzacji. 🙂

Szczególnie zadowolony jestem z babci Małgosi, która w niczym nie przypomina typowej babci, tak jak obraz dzielnicy w niczym nie przypomina Śląska znanego z „Łyska z pokładu Idy”.

Czasami ktoś pyta: Skąd pomysły? Co jest istotne w pisarstwie? Z biegiem czasu skłaniam się ku twierdzeniu, że równie ważna jak warsztat i wyobraźnia jest umiejętność obserwacji. Literatura nie opisuje życia. Ona je naśladuje.

Nie podjąłem pracy w Caritasie, by pisać książkę o niepełnosprawnych. Po prostu przerwałem pracę w szkole. Temat sam się rozwinął. Z obserwacji.

Polecam recenzję p. Danuty Świerczyńskiej – Jelonek z „Nowych Książek”

RECENZJA

Na koniec mała wisienka na torcie. Kilka przykładów na to, że niektórych elementów fabuły nie trzeba wymyślać. Wystarczy je zaobserwować 🙂

(Cytaty z Kopidoła i Kwiaciareczki, zdjęcia własne, z okresu budowania pomysłu).

DSC01328      DSC01337

 

 

 

 

 

 

 „Babcia rezyduje pod pasiastym dachem. Handluje zniczami, wkładami, kwiatkami sztucznymi i ciętymi, stroikami i wszystkim, co może być potrzebne ludziom odwiedzającym stary cmentarz. Poważniejsi straganiarze dzierżawią miejsca na dole – przy głównej bramie”.

 

DSC01614DSC01611

 „Asfaltowe dróżki, uliczki i parkingi służyły niegdyś za miejsce imprez sportowych, pikników zakładowych i ośrodek ćwiczeń dla osób zdających egzaminy rowerowe, motocyklowe i samochodowe. Niewiele zostało z czasów dawnej świetności. Brzozy i sosny wyrosły i zaczęły tworzyć sklepienia nad węższymi ścieżkami. Można tu spotkać rowerzystów i spacerowiczów. Czasami jakiś instruktor nauki jazdy oddaje tu po raz pierwszy kierownicę kompletnemu żółtodziobowi. Mijamy odblaskowy drogowskaz z napisem „Paintball” DSC01619kierujący w głąb lasu. Borówka żyje, jak potrafi, a przyroda mści się na rozrzucone na poboczach śmieci, ryjąc korzeniami dziurawy asfalt”.

 

 

 

Czarny kot zasnął na rozgrzanejDSC01316

płycie pomnika…”

 

Niczego lepszego od rzeczywistości i tak nie wymyślimy, więc po co udziwniać to, co już istnieje. Lepiej poddać to fabularyzacji i wpleść w powieść. Prawda?

Tagi: ,

0

Recenzja Kopidoła i Kwiaciareczki

Posted by Kazimierz Szymeczko on 21 marca 2016 in Książki |

„Nowe Książki”

Autor: Danuta Świerczyńska-Jelonek

Rzecz dzieje się w Halembie i jej okolicach w południowej części Rudy Śląskiej. Narratorami są gimnazjaliści, Małgosia i Wiktor, którzy właśnie otrzymali bardzo dobre świadectwa szkolne. Przez osiem kolejnych dni każde z nich zdaje relacje z ważnych wydarzeń.

 Te dzienne pierwszoosobowe narracje biegną równolegle; często czytamy o faktach przedstawionych z dwóch punktów widzenia. Młodzi nie wyjechali na wakacje. Poma­gają w prowadzeniu rodzinnych interesów. Małgosia pracuje na targowisku, gdzie rodzina ma stragan z warzywami i kwiatami. Mężczyźni w rodzinie Wiktora od kilku pokoleń prowadzą zakład pogrzebowy, niezmiennie organizujący pochówki „godnie, punktual­nie, dokładnie i spokojnie”. Między Małgosią i Wiktorem rodzi się uczucie. Młodzieżowa brawura chłopaka, chęć zaimponowania sympatii ubarwia akcję Kopidoła i Kwiaciareczki. Jednak powieść Kazimierza Szymeczki jest nie tylko jedną z wielu młodzieżowych książek o miłości.

Tekst ten zachęca do pytania o lokalną tożsamość współczesnych nastolatków: kim młodzi czują się na co dzień i co dzisiaj dla nich może znaczyć to „ich miejsce”? Pytanie ciekawe – w utworze Szymeczki nie ma tradycyjnych realiów regionu śląskiego: kopalni, dymu kominów, codziennego górniczego trudu, do których przez lata przyzwyczaili nas piewcy Śląska. Jest natomiast „świat w pigułce”, pulsujące życiem targowisko, gdzie ludzie chętnie kupują, bo przy okazji porozmawiają i załatwią co trzeba. Lokalne targowiska czy bazarki są dzisiaj miejscami podtrzymywania więzi między ludźmi, również na Śląsku, a może lepiej powiedzieć: na euro Śląsku. Wytknięto Szymeczce brak w jego powieściach lokalnego kolorytu. Tymczasem dzisiaj lokalnym krajobrazom w różnych miejscach Polski barwy dodają właśnie targowiska. I dzieje się tak, nawet jeśli to się nam nie podoba.

W książkach pisarza ze Śląska warto odczytać je jako metaforę zmian w życiu tamtejszych ludzi. Małgosia Kwiaciareczka, na targowisku zwana po prostu Straganiarką, nie jest córką górnika. Górnikiem był jej dziadek, który młodo zginął w kopalni; dziś babcia, handlując kwiatami i zniczami pod cmentarzem, dorabia do niewielkiej wdowiej renty. Biografie bohaterów Kopidoła … to mocny głos w sprawach Śląska .

A powieściowi bohaterowie, tak jak ich przodkowie, ciężko pracują, cenią honor, przyzwoitość i sąsiedzką solidarność. Kopidoł ma wyraziście nakreślony społeczny plan fabuły – mówi również o ludziach upośledzonych. Wśród postaci znaczących dla rozwo­ju zdarzeń spotykamy opóźnionego psychicznie Artura, dobrego człowieka, który od lat pomaga na targu rodzicom Małgosi. Szanują go i traktują jak członka rodziny. Artur jest podopiecznym ośrodka Caritasu dla niepełnosprawnych. Tam właśnie Małgosia i Wiktor sumiennie pracują jako wolontariusze. Ponad sto stron powieści o pobycie szesnasto­latków wśród ludzi intelektualnie opóźnionych to najciekawsza część książki. Tu proza ma swój rytm określony możliwością porozumiewania się z podopiecznymi Caritasu; niesie ogromne emocje i aksjologiczną jednoznaczność. Ten zamknięty świat wywołuje głę­bokie przeżycia i refleksje młodych bohaterów. Pozwala im lepiej poznać siebie i granice własnej wrażliwości. Artur staje się ofiarą dilera narkotyków – podana podstępnie tabletka wywołuje omamy i atak agresji. Owo dramatyczne wydarzenie skłania do szybkiego działania zasiedziałych tu od pokoleń halembian.
W eurokołchozie” mówią, musi ktoś czuć się odpowiedzialny za to, co się dzieje. Starzy halembianie przeprowadzają w lesie pozorowaną egzekucję dilera narkotyków. Dla egzekutorów to wielka zgrywa i lipa, dla ofiary – chwile nieludzkie. Powiedzieli potem: „Zasłużył”. Ojciec Wiktora podsumował:

„Mnie się nie podoba to, co zrobiliśmy, ale jak trzeba, to trzeba”.

Autor sięgnął tu po specyficzny przejaskrawiony komizm sytuacyjny. Zabieg ten można uznać za cytat z dorobku popkultury: trochę tu westernu, jeszcze więcej metody znanej polskim nastolatkom choćby z najpopularniejszych filmów Machulskiego: drania i szubrawca trzeba przegonić na cztery strony świata i wymierzyć mu taką karę, by nigdy nie wrócił. A mogą dokonać tego, jak mówi motto książki Szymeczki: „Chłopaki z naszej ulicy i dziewczyny ( … ) czasami też”.

Tagi: , ,

1

Wywrotka

Posted by Kazimierz Szymeczko on 24 marca 2015 in Książki |

DSC02019

Kazimierz Szymeczko
Wywrotka
Okładka: Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2011
Ilość stron: 144
Oprawa twarda
ISBN: 978-83-7672-204-7
Kategoria wiekowa: 14+

 

Młodsza córka urodziła się w Katowicach latem 2010 roku. Upały potworne, więc woziłem do szpitala głownie wodę mineralną. Jeżdżąc codziennie przez centrum miasta do Bogucic, zauważyłem kilka ciekawych miejsc i osób. Największe wrażenie zrobiły na mnie (nie licząc spraw rodzinnych) dziewczynki, które bez względu na pogodę jeździły po wyasfaltowanych lub brukowanych podwórkach na rolkach. Miały może ze 12 lat, poobijane kolana, odblaskowe rolki i wiele pasji. Zacząłem myśleć, co by było gdyby… gdyby jedna z nich była starsza, tak samo uparta, zaradna i miała kilka problemów… Tak zaczęła powstawać Basia, tytułowa bohaterka Wywrotki. Tłem dla jej wyborów, przygód, zwycięstw i rozterek miała się stać stara część miasta, którą poznałem z perspektywy Szpitala Zakonu Bonifratrów przy ul. Markiefki, a potem zwiedziłem i obfotografowałem dla potrzeb fabuły.DSC00314

Już po napisaniu Wywrotki dowiedziałem się, że wujek mojego ojca, ksiądz Alfred Botor był wikarym w opisanej w książce parafii p.w. św. Szczepana (póki młodego duchownego nie wcielono do wermachtu). Świat jest mały, a w dodatku tak poukładany, że często lepiej jest obserwować i opisywać rzeczywistość, niż wymyślać fabułę od podstaw.

DSC00335 DSC00312

Rozbawiła mnie jedna z recenzji. Pani Recenzentka twierdzi, że w tekście jest zbyt mało odnośników, które pomogłyby określić, gdzie dokładnie rozgrywa się akcja Wywrotki. Cóż… Widocznie miast, w których, jadąc ul. Katowicką dojeżdżamy do Olimpijskiej i po prawej mamy Spodek, a po lewej Pomnik Powstańców Śląskich mamy w Polsce kilkanaście. Moim zdaniem zarzut jest chybiony, bo kto ciekaw, ten się dowie, gdzie Basia żyje. Co ważniejsze, akcja powieści mogłaby rozgrywać się w każdym mieście posiadającym kilka dzielnic, więc jeśli komuś nie odpowiada lokalizacja śląska, to może podstawić sobie wielkopolską lub pomorską. To, co przydarzyło się Basi, mogło wydarzyć się wszędzie. Na tło książki wybrałem Katowice, bo latem 2010 roku w Katowicach urodziła się córka, a upały były potworne, więc jeżdżąc, zauważyłem…

Tagi: ,

0

Czworo i kości

Posted by Kazimierz Szymeczko on 23 stycznia 2015 in Książki |

DSC02022         nominacja-l-ibby-1

Kazimierz Szymeczko
Czworo i kości
Okładka: Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2011
Ilość stron: 128
Oprawa twarda
ISBN: 978-83-7672-128-6
Kategoria wiekowa: 14+

 

Pierwsza z moich książek, w której nie ma żadnej nazwy geograficznej ani wskazówki co do miejsca akcji. Oczywiście wiem, który brzozowy zagajnik opisuję, ale każdy Czytelnik ma prawo wyobrazić sobie własny. Tematyka jest na tyle uniwersalna, że tłem wydarzeń może być dowolne miasto w dowolnej części Polski. Byle posiadało liceum i market 😉

Z grami fabularnymi zetknąłem się w czasie deszczowych ferii zimowych, chyba w roku 2003. Chłopcy nie mieli gdzie grać, ja nie wiedziałem, na czym gra polega. Zawarliśmy prosty układ: Daję lokal w zamian za możliwość spróbowania gry. Później grywaliśmy w czytelni w różnych składach (nie tylko uczniowskich). A potem zacząłem jeździć na konwenty miłośników fantastyki. Zdobyłem nawet kilka pucharów w konkursach na najlepszego Mistrza Gry. Bajarz – nazywany w innych systemach mistrzem gry – to osoba prowadząca rozgrywkę. Scenarzysta, reżyser i opowiadacz, człowiek będący oczami i uszami graczy. To on opisuje świat, który widzą bohaterowie. On też odpowiada na pytania dotyczące wszelkich konsekwencji ich poczynań. Jest jakby książką, w której pojawiają się obrazy, głosy, postacie spotykane przez bohaterów. Przez moment musi odgrywać wszystkie osoby i zwierzęta. (Wiedźmin: Gra Wyobraźni według Andrzeja Sapkowskiego)

Proszę się nie obawiać. Czworo i kości można czytać bez znajomości gier RPG, bo nie jest to pozycja naszpikowana terminologią fachową. Ot, książka o młodych ludziach, którzy mają różne kłopoty, wartości i cele, a to samo hobby. Wspominałem już, że autor powinien pisać na tematy, na których się zna. Wątki RPG-owskie pojawiły się już w Pościgu za czarną hondą, więc napisanie powieści przygodowo – obyczajowej, w której świat gry odgrywa ważniejszą rolę, było tylko kwestią czasu.

Z uzasadnienia Jury Polskiej Sekcji IBBY: Jedna z niewielu powieści młodzieżowych poruszających tematykę gier fabularnych i gier komputerowych. Główni bohaterowie, uczniowie pierwszej licealnej, tworzą zgraną czwórkę przyjaciół, zapalonych graczy RPG. Są sympatyczni, często ze sobą rozmawiają i wspierają się w trudniejszych chwilach. Może dlatego to im właśnie wychowawca sugeruje, by wciągnęli do paczki fana gier komputerowych… Niestety, fikcyjny świat RPG dla chłopca od dawna już żyjącego w wirtualnej rzeczywistości okazuje się prawie śmiertelną pułapką. Bohaterowie muszą nagle zmierzyć się z ciężarem poczucia winy, a także zastanowić nad wpływem gier wyobraźni na inne sfery życia. Dodatkowym atutem tej ciekawej powieści obyczajowej są inteligentne, dowcipne dialogi oraz znakomicie pokazana, nareszcie pozytywna, relacja matki i dorastającego syna.

Do kompletu recenzja p. Magdaleny Żerek /
RECENZJA

Tagi: ,

7

Czworo i kości – Tego nie wymyślisz nawet w świecie gry (recenzja)

Posted by Kazimierz Szymeczko on 23 stycznia 2015 in Książki |

DSC02022

Autor recenzji: Magdalena Żerek

Klub Literacki Litera

Tego nie wymyślisz nawet w świecie gry

W wielu naukowych publikacjach piętnuje się graczy komputerowych, fanów gier RPG i innych, które mają doprowadzać do uzależnień i niszczyć życie młodych ludzi. Nie można oczywiście tego problemu bagatelizować, jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że duża liczba uzależnionych od Internetu i gier komputerowych, zależna jest od tak dużej ich popularności oraz łatwego dostępu do komputera. Prawdziwe są więc słowa jednej z bohaterek powieści Kazimierza Szymeczko „Czworo i kości”: „Nowy wiek, nowe choroby. Gdy mięso było na kartki, anorektyków było niewielu. Nie było komputerów z dostępem do sieci, więc nie było uzależnień sieciowych”. Książka, o której tu mowa, jest niezwykle wciągającą opowieścią o życiu fanów gier RPG, surfowania w sieci i grania w Internecie, a pokazuje ona jakie dziś problemy mają młodzi ludzie, uczęszczający do szkoły średniej. Po „Czworo i kości” powinni sięgnąć nie tylko fani gier RPG, winna ona stać się lekturą obowiązkową każdego nastolatka.

Wiele elementów składa się na dużą wartość powieści Szymeczko. Dużo w niej dowiedzieć można się o życiu fanów gier RPG, życiu które znacznie nie różni się od egzystencji nastolatków, którzy w ogóle nie grają. Łamie się tu wszelkiego rodzaju stereotypy, powodujące piętnowanie i izolowanie od siebie grupy graczy. Choć z drugiej strony znajdziecie tu i informacje o zgubnych konsekwencjach uzależnienia, przed którym można ustrzec się tylko dzięki mądrości i zdroworozsądkowemu podchodzeniu do samego procederu grania. Czasem jednak bardzo trudno jest znaleźć granicę, jaka dzieli świat rzeczywisty od wirtualnego świata gry, w którym wiele problemów można rozwiązać za pomocą magii i innych atrybutów, brakujących człowiekowi w świecie rzeczywistym. Kiedy pojawiają się kłopoty – rodzice nie zauważają swoich dzieci, zaganiani, zajęci nieustannie pracą, nie potrafią wygospodarować czasu dla najbliższych, kiedy ojciec umiera, kiedy nie znajduje się akceptacji wśród rówieśników, najprościej jest uciec do świata wirtualnego, który rządzi się innymi prawami. Niezwykle sprawnie też pisarz połączył opowieść o świecie rzeczywistym z historią tworzoną na potrzeby gry przez czterech głównych bohaterów powieści. Czworo przyjaciół, rozpoczynających naukę w jednym liceum, tylko w świecie gry czuje się naprawdę dobrze. Licealna rzeczywistość ich przytłacza, kłopoty zostają spotęgowane przez nieustanne zaczepki ze strony Marka, który uznaje fanów gier RPG za dziwaków. Opinie na ich temat będą jeszcze bardziej krzywdzące, kiedy bohaterowie zaczną wypełniać zadanie powierzone im przez wychowawcę. Zostali zobowiązani do zintegrowania z grupą, poprzez włączenie do gry, samotnika Tomka, fana gier sieciowych. Tragedia, która wkrótce się wydarzy, każe młodym ludziom zrewidować wartości i cele życiowe, każe zastanowić się nad cienką granicą dzielącą świat gry od rzeczywistości.

Choć „Czworo i kości” to przede wszystkim powieść o graczach, tekst staje się również bardzo głębokim studium na temat problemów młodzieży, ich pierwszych przyjaźni, miłości, dorosłych już decyzji. Jest to ponadto opowieść o próbie odnalezienia się w nowym środowisku, umiejętności walczenia o własne wartości i racje, a także radzenia sobie w sytuacjach trudnych, czasem po prostu dla młodego człowieka zbyt trudnych. Niejednokrotnie bowiem życie przynosi emocje, jakich nie można wymyślić nawet w grze.

Nie chciałabym zdradzać, co się w powieści wydarzyło, pragnę jedynie stwierdzić, że spodoba się ona nie tylko fanom gier RPG. Uważam ponadto, że „Czworo i kości” jest książką, którą powinni przeczytać wszyscy nastolatkowie oraz ich rodzice choć trochę zainteresowani życiem swoich dzieci. Kazimierz Szymeczko poruszył problemy, których nie można pomijać milczeniem, dlatego też nie możecie obok tej książki przejść obojętnie.

Tagi: , ,

0

Opinia fachowca. „Tetrus”, recenzja

Posted by Kazimierz Szymeczko on 8 stycznia 2015 in Książki |

Wiem, wiem… Za każdym razem, gdy autor chwali się recenzją, zachodzi podejrzenie, że umieścił tylko te fragmenty, które mu odpowiadały. Wszelkie słowa krytyki wyciął i poprawił tym swój „wizerunek artystyczno – marketingowy”. Proponuję inne rozwiązanie. Wklejam CAŁĄ recenzję p. Moniki Dziedzic, a najciekawsze i najbardziej pochlebne fragmenty zaznaczę pogrubieniem. 🙂

RECENZJA

„Tetrus” to historia Michała -szesnastolatka, który w wyniku wypadku komunikacyjnego doznaje urazu rdzenia kręgowego i co się z tym wiąże porażenia czterokończynowego (tetraplegii). Główny bohater musi zmierzyć się z nowa rzeczywistością i nowym sobą – na nowo poznaje i uczy się własnego ciała. Do tego okazuje się, że jego rodzice także borykają się z poważnymi problemami pourazowymi i chwilowo nie mogą zapewnić mu odpowiedniej opieki. W ten sposób Michał trafia do Ośrodka w Borowej Wsi, gdzie zaczyna nowe życie na „czterech kółkach”. Autor wprowadza w ten sposób czytelnika w świat normalnie zamknięty i z pozoru niedostępny, świat osób niepełnosprawnych. I tak  jak Nielat, tak i czytelnik  powoli dowiaduje się jak trudne mogą być z pozoru najprostsze czynności czy panowanie nad fizjologią. Ile wysiłku trzeba włożyć w sprawy, nad którymi nie trzeba było się nigdy zastanawiać. Dzięki współlokatorom z różnymi przypadłościami, Michał powoli znajduje sposób na siebie i swoja tetraplegię, odkrywa że bez chwytu w rękach czy możliwości chodzenia można się rozwijać na różnych płaszczyznach, stać się samowystarczalnym, mieć hobby, uprawiać sport, zakochać się …

Książka ciekawa, napisana w interesujący i zabawny sposób. Obalająca mity. Wbrew poruszanej trudnej tematyce czyta się szybko i lekko. Wszystko dzięki różnorodności występujących postaci i ich licznym przygodom. Czytelnik ma szansę poznać różne oblicza niepełnosprawności. Tą ruchowa i intelektualną. Tych żyjących „normalnie” samowystarczalnie, którzy pracują, dbają o siebie, i tych żerujących na dobroci i chęci pomocy. Smaku dodaje fakt, iż autor podpiera się autentycznymi postaciami i wydarzeniami, z którymi miał szanse zetknąć się pracując z niepełnosprawnymi w ośrodkach Caritasu.

Uważam, że warto poświęcić trochę czasu, żeby zapoznać się z Tetrusem , książka obowiązkowa dla osób mających w otoczeniu „ kulawego” fizjoterapeutów, rodziny, znajomych.

Żeby nie było, że wszystko mi się podobało, to uważam, że historia o wyciąganiu pieniędzy od Ebenezera nie przypadła mi do gustu. Opowieśc o tym jak Nielat –tetraplegik z jedną ręką słabszą bez stabilizacji, niepotrafiący się ubrać, zarzuca worek na głowę gościa na elektryku i obwiązuje rękę taśmą i unieruchamia – trochę naciągana, podobnie jak bójka w sklepie( wynika to pewnie z tego że jako fizjo i sędzia rugby na wózkach mam na co dzień do czynienia z tetra i wydaje mi się to mało prawdopodobne, regularny czytelnik może nie zauważyć) No i jeszcze pojawiło się już nie pamiętam na której stronie, że osoba z klasyfikacja 1,5 to „półtorak” a z 2,0 to „dwójkarz”. Dziwnie to brzmi, trochę razi. Mówi się po prostu Dwójka albo Półtora.

Starałam się podejść do tematu jak najbardziej obiektywnie, pomimo zboczenia zawodowego 😉 i tak sobie myślę,  że czasem niektóre informacje były podawane za szybko lub bez komentarza wyjaśniającego. Np. : Nielat na pierwszym treningu przesiadł się pierwszy raz na wózek rugbowy i kumpel pyta czy poprawił wężyk. I niby spoko, wiadomo worek z moczem itp., ale osoba spoza środowiska mogłaby pomyśleć, że to może element wózka? Nie wiem, ale miałam wrażenie czasem, że niektóre informacje są za bardzo zakamuflowane. Ale i tak szacun za podjęcie tak trudnego tematu i próbę oswojenie z nim szerszej grupy.

Gratuluję i pozdrawiam  

Monika Dziedzic. fizjoterapeuta, sędzia rugby na wózkach

Dziękuję. To, co dla jednych będzie zbyt skrótowe, dla innych może być zbyt rozwlekłe. Pisarz też cierpi na „zboczenie zawodowe” i płacze nad fragmentami, które trzeba usunąć, by fabuła nie utonęła w szczegółach technicznych 😉 Trochę żal około 40 stron tekstu, które wyleciały przy końcowej redakcji, ale ile razy można przypominać Czytelnikowi, co to jest wężyk, cewnik czy zwrot w lewo przy przesiadaniu się na wózek. 😉

Tagi: ,

0

Cenne recenzje

Posted by Kazimierz Szymeczko on 29 grudnia 2014 in Książki |

Tetrus1  Spływają recenzje, którym warto poświęcić chwilę uwagi. Dlaczego? Bo piszą je osoby, które znają świat przedstawiony      w Tetrusie z własnych doświadczeń.

Zawodowy recenzent dostaje książkę, czyta i pisze coś mądrego         (albo i nie). Może pochwalić się erudycją, pogłaskać, zganić, wyrazić opinię. Z tego żyje, więc nie osądzajmy Recenzenta zbyt surowo,          ale nie przejmujmy się też nadmiernie jego opinią.

W przypadku recenzji pisanych przez tetrusów, opiekunów, sędziów rugby na wózkach, pedagogów, rehabilitantów sprawa ma się nieco inaczej. To opinie praktyków tematu, a nie teoretyków literatury. Czekam na zgodę recenzentów, by opublikować na stronie dłuższe fragmenty.  Na początek krótka recenzja zawodnika rugby na wózkach z IKS Jeźdźcy.

Cześć.

Ogólnie książkę czytało mi się bardzo przyjemnie.
co do szczegółów to;
-Pan Witek z Rept i jego cyrkowa instrukcja przesiadania się na ubikację to dla sprawnego tetrusa rzecz raczej nieosiągalna, a co dopiero dla świeżego kulawego.
-Kryminalna afera z ośrodkowym ,,meczydupą”, jak dla mnie za gruba afera, żeby włodarze Caritas-u zostawili ją samą sobie.
-Co do bohatera książki, to jest to bardzo inteligentny, szybko uczący się i twardo stojący na ziemi młody rugbista, który mimo swoich problemów z nową sytuacją daje sobie doskonale radę. Nie ,, chudą” postacią jest też jego kolega i przewodnik po nowym życiu, Stef. Michał wzorując się na nim, uczy się życia w nowym otoczeniu i nowym ciele. Pokazanie się nowych osób w jego życiu, daje mu i nie tylko jemu, nadzieję na pełne życie.
Nie wiem czy to co napisałem na coś się przyda , ale była taka umowa, więc się wywiązuję.
Pozdrawiam i życzę pomyślnych wiatrów 😉
  Andrzej Pawluś
Dziękuję za recenzję. Drobne skróty i omówienia wprowadziłem, by nie zdradzać zakończenia i szczegółów. 😉

Tagi: , ,

0

Milion w pięć dni

Posted by Kazimierz Szymeczko on 16 listopada 2014 in Książki |

milion

Kazimierz Szymeczko
Milion w pięć dni
Ilustrator: Monika Kanios-Stańczyk
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2009
ISBN: 978-83-61224-78-5
Oprawa: Oprawa miękka (mapka)
Ilość stron: 200

Po pierwszym pobycie na Zaolziu stwierdziłem, że wysłanie tam Marka, Ani i Krzysia jest niemożliwe, bo zbyt słabo znam region. Po drugim pobycie, uznałem, że raczej nie, ale kto wie? Po trzecim, uznałem, że warto wybrać się po raz czwarty, by zebrać więcej szczegółów topograficznych, historycznych, ciekawostek (zarys fabuły już miałem). Dziękuję wszystkim, którzy oprowadzali mnie po miejscach, które stały się tłem powieści (głównie przygodowej).

Po napisaniu Miliona w pięć dni wysłałem bohaterów na zasłużoną emeryturę. Zżyłem się z nimi, więc ich nie pozabijałem, a nawet przypominam ich w tle kolejnych powieści (dociekliwy Czytelnik znajdzie „autoplagiaty”). Czas biegnie i Trójka z Rudy dorosła. Musiałbym wysłać ich do innych szkół, powinni dojrzeć. Zamiast tego dałem im wolne 🙂

 

Klub Literacki Litera
Autor: Magdalena Żerek
Wydaje się, iż czytelnicy, zwłaszcza młodzi, poszukując dobrych książek, sięgają raczej po literaturę zagraniczną. Polskie realia i bohaterowie pochodzący z naszego kraju nudzą, wydając się mało atrakcyjnymi. Kazimierz Szymeczko w swojej powieści dla młodzieży „Milion w pięć dni” (2009, Wydawnictwo Literatura) przekonuje, iż poszukiwacze mocnych wrażeń, wątków miłosnych ze skomplikowaną intrygą i wakacyjną przygodą w tle, mogą znaleźć coś dla siebie i w polskiej literaturze.
„Milion w pięć dni” kusi nie tylko intrygującym tytułem… Bo któżby nie chciał znaleźć sposobu na zarobienie takich pieniędzy, w tak krótkim czasie. Uchylając rąbka tajemnicy, powiem, iż nie jest to takie trudne, jakby się wydawało na początku. Wystarczy mieć ciekawe pomysły, umiejętności programisty, smykałkę do interesów i kilku pomocników umiejących grać w gry strategiczne i nie tylko… Już choćby ta krótka charakterystyka pozwala na stwierdzenie, iż „Milion w pięć dni” to książka, która może podobać się każdemu młodemu czytelnikowi. Interesujące wydać się mogą zwłaszcza występujące w niej postacie, pośród których wymienić należy w pierwszej kolejności najbardziej ekscentrycznego bohatera, Gogla – maniaka komputerowego, który każde swoje działanie kieruje tak, by stało się przysłowiową żyłką złota. Jego przyjacielem jest humanista Master, podchodzący do życia bardziej racjonalnie, niż jego kolega. Kolejną postacią, którą spotka czytelnik w książce, jest Ania, nazywana Sójką lub też, chyba częściej – ekomaniaczką. Do tego interesującego grona dołączy jeszcze znienawidzona przez Sójkę jej siostra Magda oraz policjant Marek. Wszyscy razem wyruszą na Zaolzie, by przeżyć wakacyjną przygodę, pełną niebezpieczeństw, tajemnic i nieoczekiwanych zbiegów okoliczności.

Powieść Szymeczko ma wiele atutów, bowiem prócz wymienionych powyżej cech charakterystycznych, na uznanie zasługuje niezwykle wprawne zmieszanie przygód współczesnej młodzieży z wiedzą historyczną, która poza szkolną klasą i ciekawie opowiedziana, może zaintrygować młodego czytelnika. Z pewnością więc przeczytanie tej książki, nie okaże się czasem straconym.

„Milion w pięć dni” jest jednak przede wszystkim książką o przyjaźni, pokazuje bowiem jak wielką siłę może mieć grupa młodych ludzi, jeśli tylko wystąpi między nimi jakakolwiek chęć współpracy. Wystarczy wspomnieć, iż przyjaciele potrafili stawić czoło prawdziwej mafii i jeszcze udało im się na niej zarobić spore pieniądze… Przeczytajcie tę książkę, a dowiecie się, jak to jest możliwe…

Tagi: ,

0

Sześć spotkań w zachodniopomorskiem

Posted by Kazimierz Szymeczko on 15 listopada 2014 in Bez kategorii |

W dniach 19 – 21 listopada będę gościł w okolicach Szczecina. Szczegóły w kalendarzu. Zapraszam. [gcal id=”338″]

 

0

Tetrus w zapowiedziach wyd. Literatura

Posted by Kazimierz Szymeczko on 2 listopada 2014 in Książki |

Nie lubię chwalić się tym, czego nie ma, ale nowa powieść już jest. Miesiąc temu odesłałem korektę autorską, Tetrus pojawił się w zapowiedziach Wydawnictwa Literatura, okładka zatwierdzona. W księgarniach powieść powinna być dostępna w tym miesiącu. Może drukarnia i dystrybucja zrobią Czytelnikom prezent pod choinkę. Moja rola już skończona. Nawet mogę polecić to, co napisałem.

Tetrus1

Po wypadku samochodowym Michał ląduje na wózku. Ma sprawną prawą rękę, może poruszać głową i cieszyć się, że w ogóle żyje. Początkowo daleko mu do tego, ale rehabilitacja i kompletnie nowe towarzystwo – innych połamańców dochodzących do siebie w ośrodku Caritas, gdzie jest zmuszony zamieszkać  – bardzo mu w tym pomagają. Chłopaki lubią drążyć temat, pośmiać się, pomagają mu złapać dystans – to ogromna ulga dla jego skołatanych myśli. Wciągają go w rugby – bo mózg lubi ruch. No i nie bez znaczenia jest, że dziewczyny lubią wysportowanych…

Michał mozolnie dochodzi do tego, że jego życie – życie tetrusa – ma swój głęboki sens i cel. Nie każdy ma szczęście to odkryć, nie mając nawet osiemnastu lat!

Tagi: ,

Copyright © 2014-2016 szymeczko.pl All rights reserved.
This site is using the Multi Child-Theme, v2.1.2, on top of
the Parent-Theme Desk Mess Mirrored, v2.2.4.1, from BuyNowShop.com.