2

Tourne po Białymstoku. :)

Posted by Kazimierz Szymeczko on 17 października 2014 in Kontakt |

Jeśli ktoś będzie w pobliżu, to zapraszam. Mam nadzieję, że Pani Woźna nie przegoni Czytelników 🙂

https://www.google.com/calendar/render?tab=Xc&pli=1#g|week-2+22867+22873+22872

Tagi:

0

Amatorski film na podstawie „Tajemnicy jednej nocy”

Posted by Kazimierz Szymeczko on 16 października 2014 in Wideo |

Wspomniany w poprzednim wpisie film nakręcony z uczniami Gimn. nr 8 w Rudzie Śląskiej. Jeden dzień na planie filmowym, dwa tygodnie montażu. Kręcony w piwnicach szkoły, w kamienicy – pustostanie, w piwnicy babci Heli, budynku weterynarii. Pięć miejsc, dwie dzielnice, żeby wyglądało naturalnie. Bohaterowie otwierają drzwi przy ul. 1 Maja, schodzą do piwnicy przy ul. Kędzierzyńskiej i zapalają w niej światło przy ul. P. Lexa. Superprodukcja 🙂

Tagi: , ,

0

Tajemnica jednej nocy

Posted by Kazimierz Szymeczko on 15 października 2014 in Książki |

jednejnocythb

Kazimierz Szymeczko
Tajemnica jednej nocy
Ilustracje: Monika Kanios – Stańczyk
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2008
Ilość stron 168
ISBN 978-83-606-3873-6
Oprawa miękka (mapa na skrzydełkach)

Ania kocha wszystkie zwierzątka, oczywiście oprócz tej rudej wydry, z którą musi dzielić pokój. Marek kocha Anię, chociaż wie, że miałby u niej większe szanse jako chomik lub kotek. Krzyś natomiast kocha najbardziej swój komputer i… pieniądze. Materialista!
Jednak trójka przyjaciół najchętniej rozwiązywałaby całymi dniami zagadki. Kiedy więc w mieście pojawiają się dziwni przybysze węszący po okolicy, przyjaciele nie zastanawiają się! Od razu ruszają do akcji. Cóż jest bowiem ważniejszego od poznanie mrocznej tajemnicy z czasów drugiej wojny światowej? Sekretne miejsca, ukryte skarb, poważne zagrożenie życia, tajemnicze zdjęcia, fałszywe tropy… Będzie się działo!


 

W styczniu 1945 roku, gdy Niemcy się wycofywali, a Rosjanie wkraczali, przez jedną noc miasto było niczyje. Ludzie siedzieli w piwnicach, bo artyleria i karabiny nie sprzyjają spacerom. Gdyby tej nocy ktoś próbował coś ukryć, by wydobyć to w spokojniejszych czasach…
W Tajemnicy jednej nocy po raz kolejny udało mi się coś „wyprorokować”. Pisałem o mogile żołnierzy wermachtu w pobliskim lesie. Oficjalnie odnalazła się rok później. Zamieszania nie brakowało, bo poległych pochowano wraz z bronią i amunicją.
Z uczniami Gimn. Nr 8 w Rudzie Śląskiej nakręciliśmy w jeden dzień film „Piwnica skarbów” na podstawie jednego z rozdziałów Tajemnicy jednej nocy. Jak zwykle najlepiej wyszły „aftersceny”, choć wtedy nie znałem tego wyrazu. Temperatura na planie filmowym (-20° Celsjusza) nie zachęcała do dubli, więc dialogi są skromne. Kamerka wypożyczona z przedszkola. Filmowanie telefonem komórkowym stało się modne nieco później. Zachęcam wszystkich Czytelników do zabawy w film.

Tagi: ,

0

Polska gazeta na brytyjskich wyspach wywodzi z Rudzianinem.

Posted by Kazimierz Szymeczko on 12 października 2014 in Bez kategorii |

wywiad
Link działa, ale „sam z siebie” wyświetlić się nie chce. Na Wyspach Brytyjskich odbył się konkurs na ilustracje do książki „A to Historia!”.

Tagi: , , ,

0

Sprawa dla rozsupływacza

Posted by Kazimierz Szymeczko on 3 października 2014 in Książki |

rozsuplywacz

Kazimierz Szymeczko
Sprawa dla rozsupływacza
Ilustrator: Joanna Howańska
Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo
Wrocław 2007
Liczba stron 102
ISBN 9788304049246
Okładka miękka
Kategoria wiekowa – młodzież, dorośli

Autor barwnie i z humorem opowiada historię pewnego nietuzinkowego detektywa, żyjącego w krainie zamieszkanej przez elfy, górece, polesy, ludzi i tzw. mieszańców. Pewnego dnia dzielny rozsupływacz nierozplątanych zawikłań otrzymuje zadanie tylko z pozoru łatwe do wykonania, w rzeczywistości wmieszany zostaje w niebezpieczną intrygę, która może go kosztować życie. Czy bohater książki z gatunku fantasy poradzi sobie z wyzwaniem? Czy w uczuciu tkwi siła?


Gdy zobaczyłem okładkę i ilustracje, o mało mnie szlag nie trafił. Wydawca uznał, że już za późno na zmiany. Za to redakcja tekstu – wzorowa. Książka długo przebijała się do Czytelników, bo taka szaro – bura z obu stron. Z tekstu jestem zadowolony. Fantasy jest tu bardziej dekoracją do opowiadania o ludziach i współczesności. Trochę smaczków dla miłośników literatury, muzyki i odniesień do naszego świata. Polecam, bo Czytelnicy polecają:
Inteligentny kryminał z błyskotliwymi dialogami…”; „Króciutka, ale pełna treści i zawiłej fabuły książka, która z pewnością umili senne popołudnie. Polecam, nie tylko młodzieży 🙂 ; „Należy od dziś do moich ulubionych, nieraz pewnie do niej jeszcze powrócę”.
Dziękuję. Nie osądzaj książki po okładce.

Tagi: ,

0

Fragment „Kłopotów komendanta Roka” w interpretacji Aleksandra Mikołajczyka

Posted by Kazimierz Szymeczko on 1 października 2014 in Książki |

Dla zainteresowanych inny fragment na stronie Biblioteki Akustycznej. (Dożynkowy mecz piłkarski) 😉

Tagi: , ,

0

Święty w kapeluszu

Posted by Kazimierz Szymeczko on 1 października 2014 in Książki |

swietythb

Kazimierz Szymeczko
Święty w kapeluszu
Ilustrator: Monika Kanios-Stańczyk
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2006
Ilość stron 144
ISBN: 978-83-60638-84-2
Oprawa: Oprawa miękka (mapa na skrzydełkach)
Kategoria wiekowa: 12+

Czy tajemniczy Niemiec odwiedza stare kąty, czy prowadzi nielegalne interesy? Czy dresiarz potrafi opowiedzieć własnymi słowami film, którego nie widział? Czy średniowieczny święty może paradować w XVII-wiecznym kapeluszu?

Pomiędzy średniowiecznym zamkiem, zabytkowym kościółkiem a nowymi blokami można trafić na wiele zagadek. Sympatyczna trójka przyjaciół musi je rozwiązać, a pomoc policji, internetu, a nawet młodszych braci może przysporzyć im kolejnych kłopotów.


Zamek w Chudowie (nie bez powodu nazywany niegdyś „ruiną” zawsze mnie fascynował. Był miejscem wycieczek rowerowych, tajemnicą… Gdy powstała fundacja, która zajęła się jego odbudową, sytuacja nieco się zmieniła, ale równie chętnie do niego wracam.
Wszelkie „policyjne anegdotki” o garażach, w których ukrywane są przemycane auta, uprawie marihuany w piwnicy itp. są autentyczne, podobnie jak opowieść o diable zabierającym emeryturę z Pościgu za czarną hondą czy zasadzka w podwórzu kamienicy łączącej dwie ulice z Fałszerzy w sieci. Świat jest ciekawy i nie ma potrzeby zbyt wiele zmyślać. 

kosc_nawa_marcin38

Tytułowy św. Marcin. Rzeźba dziwna, bo patron żołnierzy paraduje w kapeluszu. Rzeźba znajduje się w kościele w Borowej Wsi. Dla potrzeb fabuły została skradziona. Mam nadzieję, że niczego tym razem nie wyprorokowałem.

Obok św. Marcina zamek w Chudowie. Stale w trakcie odbudowy. Zdjęcie z roku  2007(?)

Tagi: ,

0

Sława lokalna

Posted by Kazimierz Szymeczko on 22 września 2014 in Wideo |

Szymeczko będzie znany w rodzinnej Rudzie Śląskiej, gdy przeprowadzi się n.p. do Krakowa. Jak powszechnie wiadomo urzędnikom magistratu, wszyscy artyści mieszkają w Krakowie 😉

 

Tagi: ,

0

Zwierzątka domowe

Posted by Kazimierz Szymeczko on 15 września 2014 in Felietony |

Wstyd przyznać, że niniejszy horror oparty jest na faktach, a co gorsza, przytrafił się mnie. Załóżmy zatem, Szanowny Czytelniku, że opowiadano mi swego czasu, co się przytrafiło pewnemu nieznanemu mi twórcy …

Nie ma nic milszego, niż spotkanie autorskie z przedszkolakami. Dzieciątka miłe, bystre, ciekawe świata i zadające pytania, które niejednemu dorosłemu powinny dać do myślenia.
Z takim przekonaniem pan pisarz przekroczył gościnne progi pewnego przedszkola.
Z zadowoleniem stwierdził, ze jego nazwisko zapisano na gazetce poprawnie, a dzieciaki nawet czytały któreś z jego dzieł. Z mniejszą fascynacją przyjrzał się bukietowi kwiatów, który, jak nietrudno się domyślić, miał mu zostać wręczony po spotkaniu, gdyż kwiatków nie pijał, a droga powrotna do świątyni twórczej jawiła się jako dosyć uciążliwa i bez malowniczej miotły.
Spotkanie przebiegało spokojnie. Autor opowiadał bajki, tłumaczył ile kilogramów książek napisał, dlaczego nie został strażakiem i bawił się równie dobrze, albo i lepiej, niż reszta zgromadzonych.
W pewnej chwili słodkie dzieciątko o oczach szczerych i jasnych, bo czytaniem ksiąg uczonych jeszcze nie nadto utrudzonych podniosło dwa paluszki. Gość zorientował się, że grupa jest dobrze przygotowana przez panią wychowawczynię i przy tak kulturalnym sposobie czerpania z krynicy jego mądrości, grozi mu co najwyżej, iż ktoś skieruje pod niewłaściwym adresem pytanie dotyczące palącej kwestii wyjścia do ubikacji. Okazało się jednak, że gość będzie inwigilowany na inne nieco tematy.
– A czy ma pan pieska? – zapytało dziecię z nieudawanym zainteresowaniem.
Autor pieska nie posiadał, więc zgodnie z prawdą odpowiedział, iż posiada jedynie 33% udziałów w żółwiu wodnym, który pływa sobie w domowym akwarium. Udzieliwszy wyczerpującej i błyskotliwej odpowiedzi skinął dobrotliwie głową złotowłosemu cherubinkowi, któremu widać inne zagadnienie nie pozwalało spać po nocach.
– A kotka pan ma? – usłyszał.
Nie, serduszko złote, nie mam ani pieska, ani kotka – uśmiechnął się dobrotliwie i skierował bystre oko, a nawet obydwa, ku kolejnemu przedszkolakowi regulaminowo podnoszącemu dłoń.
– A papużki?
Że co? A.. czy mam… No, nie… mówiłem już, że nie mam kotka, pieska, ani też, prawda, papużek. Żółwia mam. Znaczy, tego, no, pływa sobie w akwarium ten żółw – stalowe nerwy są podstawą wykonywania niejednego zawodu, a pisarz, który z niejednego pieca chleb jadł, nie daje się zapędzić w kozi róg pytaniem o papużki.
A tu śliczna dziewczynka z warkoczykami, po krótkiej naradzie z siedzącym obok sympatycznym rudzielcem, podnosi rękę do góry.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Jeśli się kończy.
– A świnkę morską albo chomika, bo ja mam chomika, a Adaś świnkę…
Rad nierad wyznał zaproszony, że kiedyś, dawno temu, w domu były chomiki, ale żyły średnio rok, gdyż uparcie wspinając się po dachu klatki dążyły do samozagłady, więc wszystkie nazywały się Ludwik, a do imienia dodawane były tylko kolejne numery.
– Tak jak królowie francuscy – naprowadził zgrabnie temat na temat monarchów, by definitywnie wyrwać się z zaklętego kręgu osaczających go maluchów i zwierzątek domowych.
– A ma pan rybki? – odezwał się bez pytania jakiś smarkacz, który jeszcze minutę temu wydawał się być przesympatycznym stworzeniem.
– Mam akwarium, ale z żółwiem, a nie z rybkami. Wspominałem już – odparł pisarz z uśmiechem na ustach i żądzą mordu w oczach.
Okazało się jednak, że subtelne aluzje nie na wiele się zdadzą, bo już kilka innych rąk podniosło się z taką energią, że od razu widać było, jaki życiowy problem dręczy respondentów.
Jako ów Kmicic, co ani jęknął, gdy mu boczki przypiekano, z szaleńczą odwagą i determinacją gość udzielił głosu kilku losowo wybranym osobom, łudząc się jeszcze, że zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa usłyszy wreszcie pytanie typu: „Co pan teraz pisze?” lub „Jaką zupę pan lubi?”
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy do maluchów przychodzicie…
Miał za to okazję stwierdzić z całą stanowczością, że nie jest szczęśliwym posiadaczem małpki, kanarka, ani białych myszek. Nieszczęśliwym posiadaczem też nie. A co do białych myszek, to nie był już taki pewien, jak przed kwadransem, czy istotnie prawdę rzekł, bo miał wrażenie, iż kilka tych sympatycznych gryzoni mignęło mu przed chwilą przed oczami.
– Jak już powiedziałem… kilka razy… mamy w domu żółwia, wiecie, taki w akwarium. I bardzo proszę serduszka złote, nie pytajcie już o zwierzątka domowe, bo MAM ŻÓŁWIA, A NICZEGO INNEGO NIE MAM! – potoczył bazyliszkowym wzrokiem po zebranych, by sprawdzić, czy jego nagły wybuch nie został odebrany jako zamach na prawo jednostki do zdobywania wiedzy, ale jedynie jako kulturalne i jednoznaczne zakończenie tej serii pytań.
Ostrzeżenie przed nagłą śmiercią udzielone przedszkolakom, ów jęk udręczonej duszy molestowanego pisarza, w połączeniu z nieco obłędnym wzrokiem miłego nie tak dawno człowieka dał dzieciom do myślenia.
Po chwili nabrzmiałej myśleniem, mózg grupy znalazł kompromis.
– A mój dziadek znalazł kreta w ogródku, ale to było po burzy i ten kret się utopił w wodzie – wyznał konfesyjnym szeptem z wypiekami na twarzy.
Cóż… nie było podstaw do zamordowania dziecięcia, które podzieliło się refleksją, bo warunki kontraktu zostały spełnione. Nim jednak zaproszony zdążył renegocjować układ i nałożyć embargo na zwierzaki leśne polne i wodne, dowiedział się także o tragedii rozjechanego na leśnej drodze jeża, o tym, jak to ciocia Marysia hoduje na wsi dwie krówki i kto z uczestników spotkania odwiedził w bieżącej pięciolatce ogród zoologiczny.
Ostatnie sceny dramatu nie nadają się do dosłownego powtórzenia. Niech Szanowny Czytelnik zadowoli się stwierdzeniem, iż dzięki bohaterskiej postawie pani przedszkolanki wszyscy pozostali przy życiu. Nieszczęsnego pisarza odwieziono do jego świątyni dumania samochodem, zahaczając przy okazji o aptekę, w której można było nabyć bez recepty promocyjny zestaw leków pomagających zwalczyć stres i ukoić skołatane nerwy. Nawet na tym skorzystał, bo przy zakupach na kwotę powyżej stu złotych otrzymuje się 5% rabatu. Kwiatki dostarczono dnia następnego wraz z piękną laurką, którą miłośnicy literatury dziękowali za fascynujące spotkanie.
Z okładki pamiątkowej karty uśmiechało się promiennie kilka stworzonek, o których dzieci powinny porozmawiać z weterynarzem, a pisarz z psychoanalitykiem…

Kazimierz Szymeczko

Biblioteka w Szkole nr 12/2006

Tagi: ,

0

Kłopoty komendanta Roka

Posted by Kazimierz Szymeczko on 9 września 2014 in Książki |

roka

Kazimierz Szymeczko
Kłopoty komendanta Roka
Ilustracje: Ewa Poklewska – Koziełło
Wydawnictwo Literatura
Łódź 2006
liczba stron 64
oprawa twarda
ISBN 83-60638-15-2

Ile dni deszczowych może wziąć Maj, tak aby Czerwiec był słoneczny? Czy Listopad odciąży nieco Lutego i przejmie dwa tygodnie wietrznej pogody? Gdzie skierować upały, które wypadają akurat w Styczniu? Komendant Rok ma zawsze pełne ręce roboty. I choć narzeka na swoich podwładnych, wie że może na nich liczyć; w potrzebie Miesiące i Pory Roku zawsze grają do jednej bramki. Książka Kłopoty komendanta Roka w zabawny, niekonwencjonalny sposób przybliża czytelnikom cykl 4 pór roku, wskazuje charakterystyczne cechy kolejnych miesięcy, opisuje święta i obrzędy dyktowane od wieków przez tradycję i… pogodę.


Autor mieszka w Rudzie Śląskiej. Wydawca ma siedzibę w Łodzi. Ilustratorka mieszka w Sopocie. Pliki krążą w sieci i powstaje książka w której ilustracje bardzo dobrze komponują się z tekstem. Panią Ewę Poklewską – Koziełło poznałem osobiście w roku 2013 (chyba). Jak poradzilibyśmy sobie bez internetu? Tak samo, ale wolniej.
Kłopoty komendanta Roka zostały wyróżnione przez Czytelników – internautów w plebiscycie Wirtualnej Polski (2006). O tym, że uplasowałem się w pierwszej trójce, dowiedziałem się po zakończeniu głosowania. Szkoda, bo miałbym jeden głos więcej. 😉

W roku 2009 Biblioteka Akustyczna wydała Kłopoty komendanta Roka w formie audiobooka. Czyta Aleksander Mikołajczak.

Tagi: ,

Copyright © 2014-2017 szymeczko.pl All rights reserved.
This site is using the Multi Child-Theme, v2.1.2, on top of
the Parent-Theme Desk Mess Mirrored, v2.2.4.1, from BuyNowShop.com.